BAŚNIE i LEGENDY LITEWSKIE
BAŚNIE i LEGENDY LITEWSKIE

SŁONECZNIK
przeczytaj dziecku Pewnego razu był sobie chory i biedny starzec . Pochował krewnych i przyjaciół i zupełnie sam pozostawał na szerokim świecie. Jednego ranka do jego drzwi zapukała mała dziewczynka , sierotka. Wprowadził ją do domu , uściskał, dał ubranie i kawałek chleba. Podziękowała mu, pobiegła po miotłę i ścierkę, zakasała rękawy i wzięła się do pracy. Jeszcze nie nastało południe, a cały domek był czysty jak nowy szeląg. Dziecko chciało iść dalej swoją drogą, ale starzec , oczarowany jej zręcznością i słodyczą, poprosił , by pozostała u niego i dzieliła z nim skromną strawę. Dziewczynka zgodziła się chętnie i wkrótce pokochał ją jak własną córkę. Nie zastanawiano się nigdy , czy była ładna , czy brzydka. W jej obecności myślano zupełnie o czym innym. Mimo to nazwano ją Słonecznikiem; niewątpliwie z powodu włosów w kolorze gwiazdy dnia, wielkich oczu pełnych blasku i aureoli wesołości oraz zaufania, która otaczała jej całą małą osóbę. Nadzieja, zdrowie i skromny dobrobyt weszły wraz z nią do domu dobrego staruszka. Ale dziewczynka nie zadowalała się czuwaniem nad dobrobytem swojego przyjaciela i utrzymywaniem porządku w domu. Była wszęzie tam , gdzie wzywały ją cierpienie i bieda. Na dziesięć mil dookoła mówiono tylko o jej uczynności i miłosierdziu. Słonecznik była już dużą dziewczynkąi wydawało się , że jak jej bracia z ogrodów , pragnęła znać tylko uśmiech słońca, kiedy na okolicę spadło nieszczęście. Choroba i głód zastukały do wszystkich drzwi z wyjątkiem chatki starca. ziecko podzieliło między biedniejszych wszystkie zapasy żywności i ubrania, które zostały w domu. Wktótce trzeba było poświęcić ostatnią krowę i oddać ostatnią koszulę.
Słonecznik siedziała u stóp swego ojca i śpiewała mu starą piosenkę , by pomóc mu zapomnieć o ich niedoli, gdy ktoś zastkała do drzwi. Otworzyła je i stanęła przed innym starcem , ale tak obdartym i osłabionym z głodu i gorączki , tak zniszczonym i bladym , że wydawało się , że przybywa z większej odległości niż pierwszy dzień świata. Słonecznik powiedziała mu płacząc
- Nie mamy , niestety , nic do ofiarowania ,dziadku!
Starzec wymamrotał:
- Zimno mi , daj mi jakikolwiek łach, bym mógł go włożyć na siebie.
Słonecznik zdjęła pelerynę i zarzuciła mu na ramiona. Ale gość mówił dalej:
- Moja koszula jest zupełnie zniszczona, nie trzyma się już na moim ciele; daj mi coś , co mogłoby ją zastąpić.
Bóg mi światkiem , że nie mam nic , nic, dziadku.
- masz moja dzieweczko- odpowiedział stary - masz , moje dziecko, masz piękne złote włosy, daj mi je , a potrafię utkać sobie z nich koszulę.
Słonecznik wybuchnęła płaczem , bo bardzo lubiła swoje warkocze w kolorze słońca. Ale bez słowa obcięła je i wręczyła nieszczęsnemu.
Weź je - powiedziała- jeżeli mogą ci się przydać.
Starzec wziął piękne warkoczei skierował się do kąta , w którym znajdował się warsztat tkacki. Tam , pod okiem Słonecznika , pracował długo. Krzyżował i ponownie krzyżował pasma, dzielił je i rozdzielał , aż tkanina była gotowa- wspaniała tkanina, od której oglądania nie można było się powstrzymać, należało jednak ręką zasłonić oczy, gdyż błyszczałaon olśniewająco. Starzec zarzucił ją wówczas na ramiona , podziękował dziewczęciu i wyszedł.
Stojąc na progu chatki Słonecznik z ojcem patrzyli , jak oddala się niezwykły żebrak. Wyprostował się pod pięknym słonecznym okryciem i szedł teraz pewnie i majestatycznie. A wokół jeo całego ciała , od stóp do głowy, świecące okrycie powiększało się i nadymało bez przerwy , aż stało się wspaniałą złotą chmurą. W tym momencie opuściło ono ziemię , zaczęło się wolno, wolno unosić , a gdy osiągnęło niebo , przybrało postać gwiazdy , której nie da się opisać słowami w żadnym języku .
Starzec i dziewczyna dotknęli czołami skąpej i zimnej ziemi , ponieważ ktoś ich błogosławił z głebi tego Słońca Aniołów.